Obcy mogli ich uprzedzić, że zamaskowali statek, przyznał Hunt w duchu, ale najwyraźniej nie zdołali powstrzymać się przed zrobieniem dowcipu. Poza tym w oczywisty sposób żałowali czasu na formalności i uroczyste powitania. Zgoda, pasowało to do Ganimedejczyków. .
Jego dwaj synowie, bliźniacy Gedajt i Wegajt, ułożyli stos pod lasem na brzegu rzeki. Nocą zanieśli tam ciało ojca i spalili wśród dzikich tańców i pogańskich śpiewów. Lud przyglądał się z daleka pradawnemu obrządkowi, odprawianemu przed wiekami również na śląskich ziemiach, objawiając zabobonny lęk, ale i poważanie. Na nic zdały się pogróżki miejscowego klechy, który straszył wieśniaków karą bożą za udział, choćby bierny, w niechrześcijańskim pogrzebie. Żale nad dogasającym stosem trwały do rana. Chłopcy sprawili się tak chytrze, że nikomu, nawet mnie, nie udało się dowiedzieć od nich następnego dnia, co uczynili z prochami ojca - ukryli wsypane do urny gdzieś w lesie pod dębem czy też pozwolili, by wiatr rozwiał je po rzece i szerokim świecie. Wieśniacy omijali później owo miejsce, powiadając, że ukazuje się tam nocą widmo starego Prusa. Ja jednak nie widziałem żadnego ducha, chociaż często chadzałem w las razem z Gedajtem i Wegajtem posłuchać ich wspomnień z czasów, gdy hasali na swobodzie.. Wariacje na ten sam temat zakładały, że wybuchła wojna bakteriologiczna, a w wyniku eskalacji wymknęła się spod kontroli. Rozpatrywane w tym kontekście oba poprzednie zastrzeżenia miały mniejszą wagę. Na koniec takie wyjaśnienie uznano za możliwe. Wobec tego pozostała do ustalenia jeszcze jedna sprawa: czy nie nastąpiła jakaś zmiana składu chemicznego atmosfery minerwiańskiej, a miejscowe gatunki nie były w stanie zaadaptować się do niej, choć ziemskie mogły. Ale jaka?. Danchekker przerwał, by dopić swego napoju. Posągi pozostały posągami.. - Tylko zupełnie chory umysł... - zaczęła.. No cóż, nie dowiedziałem się wiele więcej niż już podejrzewaliśmy, ale przynajmniej zjadłem porządny posiłek. Sen wydawał się jedyną rozsądną rzeczą, jaką mogłem teraz zrobić. Podziękowałem Żywej i życzyłem jej dobrej nocy, po czym pomimo jej protestów, sprzątnąłem za sobą ze stołu. Kiedy po cichu wracałem na naszą kwaterę, w zamku było cicho. Tylko słaba smuga księżycowego blasku sączyła się spod naszych drzwi. Wyciągnąłem rękę, spodziewając się, że są zamknięte. Nie były. Ostrożnie uchyliłem je i zajrzałem do ciemnej komnaty. Zaparło mi dech i stanąłem ja wryty.. Niecałą godzinę po zachodzie słońca przybył posłaniec. Przygotowywałem właśnie ekipę do zejścia na dół, po tym, jak ich nakarmiłem. Ponownie wiadomość przekazał mi Elmo.. - Dokąd chciałbyś pojechać? - zapytała..