Nie, jednak nie. Kiedy Japończyk otworzył wreszcie drzwi i wysiadł, miał na sobie te same drelichy. Trzymając przed sobą oburącz metalowe pudełko, ruszył w kierunku bramy. .
Bob pokręcił przecząco głową.. - To są twoje dłonie. Znów mamy ślady po interwencji chirurgicznej. Randżi patrzył na ilustrację, ale niczego nie pojmował.. - Impas. - Ten komentarz wygłosił profesor Schorn, autorytet w dziedzinie anatomii porównawczej, który przed kilkoma dniami przybył ze Stuttgartu.. Zapadał zmierzch, a za oknami dały się słyszeć krzyki miejskich pachołków obwołujących nocną porę, gdy pan domu, klasnąwszy w dłonie, nakazał służbie zbierać resztki i brudne naczynia ze stołu, co też słudzy niezwłocznie uczynili pod groźnym okiem gospodyni. Pani Berta ucałowała mnie raz jeszcze w czoło z głośnym mlaśnięciem, po czym zagoniła trzódkę swoich dzieciaków do snu w pobliskiej alkowie. Ja sam, jak wyrozumiałem z mieszaniny nieznanych i swojskich słów, miałem mieć posłany barłóg przy kuchni. Ostatecznie byłem nadal obcym, choć zaakceptowanym przybyszem. Ociągałem się jednak z udaniem na spoczynek, ujrzawszy w kącie komnaty na specjalnym pulpicie przytwierdzoną łańcuchami przecudnej roboty księgę. Podszedłem do niej i z nabożeństwem pogładziłem bogato zdobioną skórę na okładce. Ojciec przyglądał mi się z zadowoleniem. „Podoba ci się? - spytał łaskawie. - To Nibelungenlied, czarowna germańska baśń o strasznych smokach, dzielnych rycerzach i dumnych dziewicach. Dzieło rzadkie i bardzo cenne”. Wymienił natychmiast mieszczańskim obyczajem zawrotną sumę srebrnych grzywien, która nieświadomemu wagi pieniądza wieśniakowi niewiele jednak powiedziała. „Zawsze miałeś pociąg do ksiąg” - zauważył Henryk i przypomniał ze śmiechem, a też i ojcowską czułością, jak to podczas chrztu nie chciałem wypuścić z rączek pięknie iluminowanego psałterza. „Tę wspaniałość przywiózł z Turyngii nasz krajan, wielce uczony mistrz Wolfgang z Weimaru” - objaśniał dalej rodzic. Nie omieszkałem czym prędzej pochwalić się spotkaniem ze wspomnianym mężem. Ojciec przyjrzał mi się z zaskoczeniem, po czym uśmiechnął dziwnie krzywo. „A więc mistrz Wolfgang już cię zdołał wypatrzyć na ulicach Wrocławia? - rzekł z odcieniem drwiny. - Zaiste, niezbadane są wyroki losu!” Zamyślił się chwilę, zmarszczył brew, potem klepnął mnie ciężką prawicą w udo. „Dobrze więc - oznajmił. - Skoro tak pociągają cię księgi, pojedziesz do Legnicy, by odebrać tam pierwsze nauki. Wyśpij się dobrze, czeka cię jutro daleka droga”.. - Będzie na to jeszcze mnóstwo czasu - powiedział opuszczając rękę. - Mnóstwo czasu.. — Ile państwo żądają?. Potem zastanawiałam się, czy takie żarty z Olimpijczyków są dopuszczalne. Zdecydowałam, że tylko wtedy, gdy bóg lub bogini są czczeni w sposób obrażający przyzwoitość i dobre obyczaje: kiedy cudzołóstwa Afrodyty, kradzieże i łgarstwa Hermesa i krwiożerczość Aresa są uwieńczone w kultach tych bóstw i przytaczane przez głupich śmiertelnych na wytłumaczenie ich własnego znieprawienia. Homer posuwa się dalej w swojej wzgardzie dla Olimpijczyków, niżbym ja się ośmieliła; oni u niego wymierzają kary lub darzą ludzkość opieką dla lada kaprysu - a nie aby odpowiednio wynagrodzić zasługi moralne - i skandalicznie kłócą się między sobą. Nadto w Iliadzie Zeus zsyła sen na Agamemnona, by go okpić, choć Agamemnon zawsze był pobożny wobec niego; także Atena, za podszeptem boskiego zgromadzenia, nakłania Pandarosa, aby popełnił zdradę; Hera zaś wdzięczy się do Zeusa, żeby odwrócić jego uwagę od bitwy o Troję; a wszyscy Olimpijczycy szydzą bezlitośnie z boga-kowala, że chromy od czasu pełnej poświęcenia walki w obronie matki, Hery, przed niegodziwą brutalnością ojczyma.. — On tego słuchał, kiedy moja matka umierała! — Chłopiec wpatrywał się w brodatą twarz Eliasa.. Hanna spojrzała ponad jego ramieniem i zesztywniała; Rogan poczuł na karku lekki powiew chłodnego powietrza. W lustrze wiszącym nad kominkiem zobaczył, jak ktoś otwiera drzwi i w wejściu ukazał się motocyklista w policyjnym mundurze i wielkich goglach pod nisko opuszczonym białym kaskiem. Mężczyzna odpiął pasek, zdjął kask i okulary i uśmiechnął się. Był to Harry Morgan..